Nieoczekiwanie dla mnie samego, nie dość że karnawałowy wpis wrześniowy spuchł do trzech części, to jeszcze dwie z nich ujrzą światło w październiku ;) Ale nic to, będzie przynajmniej nowy domek.
Choć stan budynku z poprzedniego posta mógł sugerować, że pracom bliżej do końca niż do początku, okazało się że jest inaczej. Pochłonęły mnie ozdóbki. Same z siebie na tym etapie prac wrażenia nie robią, ale z tutorialowego punktu widzenia mogą być interesujące. Do rzeczy.
W pierwszej kolejności wyrysowałem w ścianach ołówkiem cegły tam, gdzie "odpadł tynk". Naszkicowałem też miejsca umieszczenia belek i wyciąłem okna lancetopodobnym nożykiem. Dodatkowo, postrzępiłem nim pozawalane części muru.
Wyciąłem z balsy kształty odpowiadające balkonowi i podłodze piętra. Połamałem je na paski, żeby po przyklejeniu ich do foamboardowych podstaw widoczne były szczeliny między deskami.
W dachu wyrysowałem zagłębienia, dzięki którym łatwo będzie udać, że jest zrobiony z desek ;) Następnie powycinałem przy krawędzi trójkątne kształty - tak, żeby "drewno" wyglądało na połamane.
W międzyczasie naszkicowałem na PVC szablon dachówek. Pociąłem go na paski i ponacinałem nożyczkami każdy gont z osobna. Dzięki temu można dowolnie modelować stan wykoślawienia poszczególnych części pokrycia dachu.
Powycinałem z balsy belki o szerokości 6-milimetrów, tak żeby umożliwiały zamaskowanie łączeń poszczególnych elementów (te mają szerokość 5 mm). Deski na ściany i podłogi przykleiłem wikolem.
Dorobiłem z PVC ścianki balkonu. Te i inne elementy konstrukcyjne budynku poklajstrowałem klejem polimerowym. Lubię go, bo "łapie" kilka minut, dzięki czemu można korygować ustawienie płaszczyzn względem siebie.
Zabezpieczyłem nieosłonięte polistyrenowe powierzchnie rozwodnionym wikolem i zapsikałem wszystko czarnym szprejem. Niestety, zapomniałem ile to dziadostwo schnie i zastał mnie październik :P Jak ściany przestaną brudzić paluchy i będę mógł przysiąść z pędzlem, dorzucę
ostatnią część - o malowaniu i efekcie końcowym.